Nic mnie tak bardziej nie wkurwia niż "będę winna grosika". No po prostu, kurwa, zaraz ludzkości! Od razu powinni mówić "Zabieram Ci grosika, wypierdalaj".
Pierdoleni właściciele tych sklepów, marketów, chujów mujów specjalnie ustalają ceny, żeby zakosić Nam te parę groszy. Liczmy tak po kilkuset klientów dziennie, każdemu zapierdolić grosika... Trochę się tego złomu nazbiera. Nie wiem co oni z Nimi robią? Może rozdają pracownikom? Oddają na fundusz pomocy dla powodzian? Albo opierdalają na złomie? W sumie, interes całkiem dochodowy. Jednogroszówka jest z mosiądzu, całkiem niedawno jak byłem u znajomego którego ojciec ma złom dowiedziałem się, że mosiądz kosztuje jedenaście pięćdziesiąt za kilogram. Jak się ojciec Rydzyk dowie to będzie zbierał na tacę tylko groszówki, a potem opierdalał je na złomie.
Ale chuj z tym, że kasjerki przywłaszczają sobie nasze dobra. Chuj tam, raz kiedyś przeboleję, ale żeby te pizdy miały chociaż trochę godności kiedy to robią. Zamiast grzecznie zapytać się "Przepraszam, czy mogę być winna grosika?" to nie kurwa! "Będę winna grosika, następny proszę". I to takim tonem jakby mi kurwa robiła łaskę, że w ogóle daje mi trochę tej reszty!
Dawna sytuacja gdy ze znajomymi odwiedzałem Polo Market. Zakupiłem jakieś gówienko w słoiczku, cena dwa dziewięćdziesiąt dziewięć, albo coś w tym stylu, ważne, że miało dziewiątkę na samym końcu. Ja przedostatni w kolejce, za mną mój znajomy Sernik, kupował jakiegoś batonika i postanowił na złość zapłacić drobniakami wśród których było trochę groszówek. No i oczywiście kasjerka do mnie "Będę dłużna grosika". Okej, nic się nie odzywam, odchodzę i czekam na Sernika. Sernik kupuje batonika i rzuca jej drobniaki. Wtem ja wyciągam rękę do kasjerki i ładnie proszę: "Czy teraz może mi oddać pani grosika?". Przeklęta suka odwróciła głowę i udała, że tego nie słyszy.
sobota, 15 października 2011
środa, 5 października 2011
Na łańcuchu.
Żyjmy chwilą, cieszmy się życiem, bo jest kruche i ulotne jak dziewictwo dziewczyn w obecnych czasach.
Łatwo jest dać się uziemić i stracić radość z życia. Małżeństwo? Idź pan w chuj, w większości to niewypały, po jakimś czasie jedno zacznie się nudzić i męczyć tym drugim. Kalectwo? Paraliż? Powiedzcie takiemu co jest przykuty do wózka, że "co go nie zabije tylko go wzmocni". Gdyby mógł się ruszać z pewnością skopałby Wam dupsko i połamał kręgosłup. Jeśli ja mam kiedykolwiek się rozjebać moją Granatową Strzałą, rowerem, deskorolką, czy innym chujstwem, to niech Allah po prostu sprawi, że ze mnie zostaną jedynie strzępki, a moje organy wewnętrzne ozdobią okolicę.
Podobna rzecz tyczy się pracy, chociaż tą można rzucić w piździet, no chyba, że jest się taką pizdą i debilem, że nic innego się nie znajdzie. Jeśli chodzi o mnie to prawdopodobnie jedyną zaletą mojej pracy jest to, że potrafię się tam świetnie bawić. Po prostu moi znajomi z roboty mają tak nasrane w bani, że z Nimi nie sposób się nie nudzić i nie śmiać.
Także jeśli kiedykolwiek zostanę niepełnosprawny, będę bez nóg, ręki, jednego jądra, bądź też będę chciał się hajtać to zróbcie mi przysługę... Zastrzelcie mnie.
Łatwo jest dać się uziemić i stracić radość z życia. Małżeństwo? Idź pan w chuj, w większości to niewypały, po jakimś czasie jedno zacznie się nudzić i męczyć tym drugim. Kalectwo? Paraliż? Powiedzcie takiemu co jest przykuty do wózka, że "co go nie zabije tylko go wzmocni". Gdyby mógł się ruszać z pewnością skopałby Wam dupsko i połamał kręgosłup. Jeśli ja mam kiedykolwiek się rozjebać moją Granatową Strzałą, rowerem, deskorolką, czy innym chujstwem, to niech Allah po prostu sprawi, że ze mnie zostaną jedynie strzępki, a moje organy wewnętrzne ozdobią okolicę.
Podobna rzecz tyczy się pracy, chociaż tą można rzucić w piździet, no chyba, że jest się taką pizdą i debilem, że nic innego się nie znajdzie. Jeśli chodzi o mnie to prawdopodobnie jedyną zaletą mojej pracy jest to, że potrafię się tam świetnie bawić. Po prostu moi znajomi z roboty mają tak nasrane w bani, że z Nimi nie sposób się nie nudzić i nie śmiać.
Także jeśli kiedykolwiek zostanę niepełnosprawny, będę bez nóg, ręki, jednego jądra, bądź też będę chciał się hajtać to zróbcie mi przysługę... Zastrzelcie mnie.
poniedziałek, 3 października 2011
Ja pierdolę...
Ja pierdolę... To zazwyczaj moje pierwsze słowa po przebudzeniu się z mojego jakże zajebiście krótkiego snu.
A to operator dopierdala się do mnie przez telefon, a to jakaś głupia oferta, a to jakiś znajomy nagle kurwa zapomni, że całą noc zapierdalam, a po ciężkiej robocie próbuję zaznać chwili spokoju w moim gówno wartym, ale cennym dla mnie życiu. Zazwyczaj przebudzi mnie moja ukochana Platynka która wysyła mi SMS'a zawierającego więcej przeżyć i emocji niż dwadzieścia odcinków "Mody na Sukces", jeśli ona mnie budzi, jest okej, mogę nawet zerwać się z łóżka paść na ziemię, pierdolnąć parę pompek i zapierdalać sprintem na drugi koniec miasta byle się z nią zobaczyć.
Ale jak mnie, kurwa, obudzi jakiś znajomy którego mam w dupie i jebie mnie czy od mojego przebudzenia zależy jego gówno warte dla mnie życie, czy może pali mu się dom. Chuj mnie to obchodzi, jeśli ściga mu morderca, a on mi przerwie mój piękny sen sam go zajebie.
Tak jest co parę tygodni. Jak do, kurwy nędzy, można zapomnieć kiedy Twój znajomy pracuje, a kiedy śpi? Ale chuj tam, jeśli Wy kiedyś znajdziecie pracę to będę do Was wydzwaniał co kilka minut, albo sterczał pod drzwiami i napierdalał w nie piętnaście minut aż nie otworzycie.
Już nie pamiętam kiedy się ostatnio wyspałem. Miesiąc urlopu w pizdu, nawet nie wiedziałem i już byłem w robocie. Jedyną pozytywną rzeczą z urlopu jest to, że jakoś przed urodzinami zaliczyłem z kumplami klub i przez parę dni bałem się, że złapałem jakąś chorobę weneryczną, ale Fred jeszcze nie dostał żadnej wysypki i nie skrzypi za każdym razem gdy otwieram RedTube, więc chyba jest okej. Ale dość o moim problemie z ruchaniem każdego kto się nawinie. W ogóle dość tego pierdolenia, idę się zdrzemnąć!
A to operator dopierdala się do mnie przez telefon, a to jakaś głupia oferta, a to jakiś znajomy nagle kurwa zapomni, że całą noc zapierdalam, a po ciężkiej robocie próbuję zaznać chwili spokoju w moim gówno wartym, ale cennym dla mnie życiu. Zazwyczaj przebudzi mnie moja ukochana Platynka która wysyła mi SMS'a zawierającego więcej przeżyć i emocji niż dwadzieścia odcinków "Mody na Sukces", jeśli ona mnie budzi, jest okej, mogę nawet zerwać się z łóżka paść na ziemię, pierdolnąć parę pompek i zapierdalać sprintem na drugi koniec miasta byle się z nią zobaczyć.
Ale jak mnie, kurwa, obudzi jakiś znajomy którego mam w dupie i jebie mnie czy od mojego przebudzenia zależy jego gówno warte dla mnie życie, czy może pali mu się dom. Chuj mnie to obchodzi, jeśli ściga mu morderca, a on mi przerwie mój piękny sen sam go zajebie.
Tak jest co parę tygodni. Jak do, kurwy nędzy, można zapomnieć kiedy Twój znajomy pracuje, a kiedy śpi? Ale chuj tam, jeśli Wy kiedyś znajdziecie pracę to będę do Was wydzwaniał co kilka minut, albo sterczał pod drzwiami i napierdalał w nie piętnaście minut aż nie otworzycie.
Już nie pamiętam kiedy się ostatnio wyspałem. Miesiąc urlopu w pizdu, nawet nie wiedziałem i już byłem w robocie. Jedyną pozytywną rzeczą z urlopu jest to, że jakoś przed urodzinami zaliczyłem z kumplami klub i przez parę dni bałem się, że złapałem jakąś chorobę weneryczną, ale Fred jeszcze nie dostał żadnej wysypki i nie skrzypi za każdym razem gdy otwieram RedTube, więc chyba jest okej. Ale dość o moim problemie z ruchaniem każdego kto się nawinie. W ogóle dość tego pierdolenia, idę się zdrzemnąć!
sobota, 1 października 2011
It's payday time!
Dzisiaj zgarnąłem trochę pieniędzy i już część przepierdoliłem na głupoty.
Wypłata, większa niż zwykle, widać szef miał dzisiaj lepszy dzień. Żartował i uśmiechał się, może jego kochanica mu dała? Ale wolę nie wnikać, dopóki kasa się zgadza mam w go w dupie. Jest wrednym skurwielem, który ma wszystko w dupie i jest dobry dla innych tylko gdy czegoś chce, ale to chyba syndrom większości szefów jakichś pomniejszych gównianych firm. Zresztą, pieprzyć go, idźmy dalej.
Nie licząc wypłaty, zebrałem trochę długów od znajomych. Sam nie pożyczam kasy od innych ludzi, chyba że od mojej kochanej babuni, ale to musi być kryzysowa sytuacja. Zresztą babcia i tak sama na chama wciska mi swoją kasę, zazwyczaj wtedy rzuca swoim ulubionym powiedzonkiem: "Jak dają to bierz, jak biją to uciekaj!". Okej, nie mam nic przeciwko! Od ludzi nie pożyczam, bo zawsze mnie dręczy dziwne uczucie. A bo może w końcu mnie pierdolnie ten tir o którym myślę codziennie gdy kładę się spać, albo sam kogoś zabiję i pójdę siedzieć. Nie chcę żeby potem ludzie najeżdżali na mnie "Skurwysyn zabrał ze sobą moje pieniądze do grobu". Może powinienem kłaść na to chuja i powiedzieć "Pierdol się skurwielu, po chuj pożyczałeś?", ale pewnie sam zacząłbym wyzywać tych którzy na pewno nie oddadzą mi tej kasy. Pożyczać innym też nie lubię, ale jak już pożyczam to nie ma chuja, żeby nie oddał mi kasy. Nawet z rozjebaną nogą potrafię pełznąć na drugi koniec miasta do kumpla po moje 12 złotych, a potem zrobić mu awanturę.
Wypłata, długi plus... Zakłady! Tak jest, lubię się zakładać. Zakładam się z każdym jak pojebany, dzień bez zakładu jest dla mnie dniem straconym. Często wygrywam, ale też często przegrywam, jednak ostatnimi czasy mam dobrą passę. Moja ulubiona drużyna wygrała mecz w lidze, znienawidziona przegrała. Kasa leci jak z nieba, kurwa, żyć nie umierać...
...chociaż nie. Dzisiaj zakupiłem mega wypaśne okulary przeciwsłoneczne. To chyba mój najdroższy dodatek do słit fotek na FB, które i tak wstawiam raz na pół roku, a usuwam po miesiącu. Do jazdy samochodem okulary przydadzą się raz na jakiś czas, ale głównie latem, a teraz mamy... jeślato? Kto zrozumie tą pizdę Matkę Naturę? Nie licząc tych szkiełek(po chuj ja to kupiłem?) pierdolnęło mi jakieś gówno w aucie. Sprzęgło, bieg, zakręcasz na podwórko i chuj. Astra się krztusi, puszcza bąka i zdycha. Nie wiem co to za gówno, ale znając moje szczęście pewnie zesram się jak zobaczę rachunek.
A teraz idę zamulać przed telewizorem z moim pieprzonym katarem.
Wypłata, większa niż zwykle, widać szef miał dzisiaj lepszy dzień. Żartował i uśmiechał się, może jego kochanica mu dała? Ale wolę nie wnikać, dopóki kasa się zgadza mam w go w dupie. Jest wrednym skurwielem, który ma wszystko w dupie i jest dobry dla innych tylko gdy czegoś chce, ale to chyba syndrom większości szefów jakichś pomniejszych gównianych firm. Zresztą, pieprzyć go, idźmy dalej.
Nie licząc wypłaty, zebrałem trochę długów od znajomych. Sam nie pożyczam kasy od innych ludzi, chyba że od mojej kochanej babuni, ale to musi być kryzysowa sytuacja. Zresztą babcia i tak sama na chama wciska mi swoją kasę, zazwyczaj wtedy rzuca swoim ulubionym powiedzonkiem: "Jak dają to bierz, jak biją to uciekaj!". Okej, nie mam nic przeciwko! Od ludzi nie pożyczam, bo zawsze mnie dręczy dziwne uczucie. A bo może w końcu mnie pierdolnie ten tir o którym myślę codziennie gdy kładę się spać, albo sam kogoś zabiję i pójdę siedzieć. Nie chcę żeby potem ludzie najeżdżali na mnie "Skurwysyn zabrał ze sobą moje pieniądze do grobu". Może powinienem kłaść na to chuja i powiedzieć "Pierdol się skurwielu, po chuj pożyczałeś?", ale pewnie sam zacząłbym wyzywać tych którzy na pewno nie oddadzą mi tej kasy. Pożyczać innym też nie lubię, ale jak już pożyczam to nie ma chuja, żeby nie oddał mi kasy. Nawet z rozjebaną nogą potrafię pełznąć na drugi koniec miasta do kumpla po moje 12 złotych, a potem zrobić mu awanturę.
Wypłata, długi plus... Zakłady! Tak jest, lubię się zakładać. Zakładam się z każdym jak pojebany, dzień bez zakładu jest dla mnie dniem straconym. Często wygrywam, ale też często przegrywam, jednak ostatnimi czasy mam dobrą passę. Moja ulubiona drużyna wygrała mecz w lidze, znienawidziona przegrała. Kasa leci jak z nieba, kurwa, żyć nie umierać...
...chociaż nie. Dzisiaj zakupiłem mega wypaśne okulary przeciwsłoneczne. To chyba mój najdroższy dodatek do słit fotek na FB, które i tak wstawiam raz na pół roku, a usuwam po miesiącu. Do jazdy samochodem okulary przydadzą się raz na jakiś czas, ale głównie latem, a teraz mamy... jeślato? Kto zrozumie tą pizdę Matkę Naturę? Nie licząc tych szkiełek(po chuj ja to kupiłem?) pierdolnęło mi jakieś gówno w aucie. Sprzęgło, bieg, zakręcasz na podwórko i chuj. Astra się krztusi, puszcza bąka i zdycha. Nie wiem co to za gówno, ale znając moje szczęście pewnie zesram się jak zobaczę rachunek.
A teraz idę zamulać przed telewizorem z moim pieprzonym katarem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)