sobota, 1 października 2011

It's payday time!

Dzisiaj zgarnąłem trochę pieniędzy i już część przepierdoliłem na głupoty.

Wypłata, większa niż zwykle, widać szef miał dzisiaj lepszy dzień. Żartował i uśmiechał się, może jego kochanica mu dała? Ale wolę nie wnikać, dopóki kasa się zgadza mam w go w dupie. Jest wrednym skurwielem, który ma wszystko w dupie i jest dobry dla innych tylko gdy czegoś chce, ale to chyba syndrom większości szefów jakichś pomniejszych gównianych firm. Zresztą, pieprzyć go, idźmy dalej.

Nie licząc wypłaty, zebrałem trochę długów od znajomych. Sam nie pożyczam kasy od innych ludzi, chyba że od mojej kochanej babuni, ale to musi być kryzysowa sytuacja. Zresztą babcia i tak sama na chama wciska mi swoją kasę, zazwyczaj wtedy rzuca swoim ulubionym powiedzonkiem: "Jak dają to bierz, jak biją to uciekaj!". Okej, nie mam nic przeciwko! Od ludzi nie pożyczam, bo zawsze mnie dręczy dziwne uczucie. A bo może w końcu mnie pierdolnie ten tir o którym myślę codziennie gdy kładę się spać, albo sam kogoś zabiję i pójdę siedzieć. Nie chcę żeby potem ludzie najeżdżali na mnie "Skurwysyn zabrał ze sobą moje pieniądze do grobu". Może powinienem kłaść na to chuja i powiedzieć "Pierdol się skurwielu, po chuj pożyczałeś?", ale pewnie sam zacząłbym wyzywać tych którzy na pewno nie oddadzą mi tej kasy. Pożyczać innym też nie lubię, ale jak już pożyczam to nie ma chuja, żeby nie oddał mi kasy. Nawet z rozjebaną nogą potrafię pełznąć na drugi koniec miasta do kumpla po moje 12 złotych, a potem zrobić mu awanturę.

Wypłata, długi plus... Zakłady! Tak jest, lubię się zakładać. Zakładam się z każdym jak pojebany, dzień bez zakładu jest dla mnie dniem straconym. Często wygrywam, ale też często przegrywam, jednak ostatnimi czasy mam dobrą passę. Moja ulubiona drużyna wygrała mecz w lidze, znienawidziona przegrała. Kasa leci jak z nieba, kurwa, żyć nie umierać...

...chociaż nie. Dzisiaj zakupiłem mega wypaśne okulary przeciwsłoneczne. To chyba mój najdroższy dodatek do słit fotek na FB, które i tak wstawiam raz na pół roku, a usuwam po miesiącu. Do jazdy samochodem okulary przydadzą się raz na jakiś czas, ale głównie latem, a teraz mamy... jeślato? Kto zrozumie tą pizdę Matkę Naturę? Nie licząc tych szkiełek(po chuj ja to kupiłem?) pierdolnęło mi jakieś gówno w aucie. Sprzęgło, bieg, zakręcasz na podwórko i chuj. Astra się krztusi, puszcza bąka i zdycha. Nie wiem co to za gówno, ale znając moje szczęście pewnie zesram się jak zobaczę rachunek.

A teraz idę zamulać przed telewizorem z moim pieprzonym katarem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz