Ja pierdolę... To zazwyczaj moje pierwsze słowa po przebudzeniu się z mojego jakże zajebiście krótkiego snu.
A to operator dopierdala się do mnie przez telefon, a to jakaś głupia oferta, a to jakiś znajomy nagle kurwa zapomni, że całą noc zapierdalam, a po ciężkiej robocie próbuję zaznać chwili spokoju w moim gówno wartym, ale cennym dla mnie życiu. Zazwyczaj przebudzi mnie moja ukochana Platynka która wysyła mi SMS'a zawierającego więcej przeżyć i emocji niż dwadzieścia odcinków "Mody na Sukces", jeśli ona mnie budzi, jest okej, mogę nawet zerwać się z łóżka paść na ziemię, pierdolnąć parę pompek i zapierdalać sprintem na drugi koniec miasta byle się z nią zobaczyć.
Ale jak mnie, kurwa, obudzi jakiś znajomy którego mam w dupie i jebie mnie czy od mojego przebudzenia zależy jego gówno warte dla mnie życie, czy może pali mu się dom. Chuj mnie to obchodzi, jeśli ściga mu morderca, a on mi przerwie mój piękny sen sam go zajebie.
Tak jest co parę tygodni. Jak do, kurwy nędzy, można zapomnieć kiedy Twój znajomy pracuje, a kiedy śpi? Ale chuj tam, jeśli Wy kiedyś znajdziecie pracę to będę do Was wydzwaniał co kilka minut, albo sterczał pod drzwiami i napierdalał w nie piętnaście minut aż nie otworzycie.
Już nie pamiętam kiedy się ostatnio wyspałem. Miesiąc urlopu w pizdu, nawet nie wiedziałem i już byłem w robocie. Jedyną pozytywną rzeczą z urlopu jest to, że jakoś przed urodzinami zaliczyłem z kumplami klub i przez parę dni bałem się, że złapałem jakąś chorobę weneryczną, ale Fred jeszcze nie dostał żadnej wysypki i nie skrzypi za każdym razem gdy otwieram RedTube, więc chyba jest okej. Ale dość o moim problemie z ruchaniem każdego kto się nawinie. W ogóle dość tego pierdolenia, idę się zdrzemnąć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz